Wybierając się na ucztę powyborczą w Kenii, musiałem zabrać ze sobą tylko jedną rzecz: kozę. Najlepiej taką, która jeszcze oddycha - "oznaka świeżości" - i z dużymi jądrami, co ma świadczyć o dobrej rasie - pisze z Kenii Rob Clilly w "The Times Polska".
.
Posty powiązane:
Przechowalnia dla ludzi Macierewicza
"Isia" w II rundzie, Marta też
Perspektywy dla branży są niezłe
ITF Saint Malo: Ula Radwańska w 2. rundzie
Villas śpiewem walczy o ziemię
Radwańska: Może być medal
Ważne dla tych na kredycie
Czy jesteśmy przygotowani na euro?
ITF Dubaj: Radwańska przegrała w finale
"Ukraina za duża i zbyt skomplikowana dla UE"